Architektura w roli głównej – idą święta!

Uaktualniono: 19.12.2019 / Sekcja: / pdf
Opowieść wigilijna Charlesa Dickensa „Opowieść wigilijna", wydanie z 1843 roku. Fot. domena publiczna

Święta Bożego Narodzenia i dni je poprzedzające to piękny okres. Czas nadziei i oczekiwania nie tylko na prezenty. Zatem, choć atakujące nas ze wszystkich stron reklamy nawołują do kupowania, konsumpcji i gromadzenia nowych rzeczy, porzućmy tę pokusę. Przecież nie chcemy skończyć jak główny bohater tak często cytowanej, wystawianej w teatrach i ekranizowanej „Opowieści wigilijnej” Charlesa Dickensa.

Na początek cofnijmy się do 1714 roku. To wtedy urodził się John Elwes, pierwowzór Ebenezera Scrooge’a (Skąpca). Był szanowanym obywatelem i parlamentarzystą. Cechowała go ogromna oszczędność rodem ze stereotypowych żartów o Szkotach. Raz miał zażądać od lekarza leczenia jednej nogi, kiedy miał chore dwie... I jeszcze założył się, że nieleczona kończyna wcześniej będzie zdrowa! Co zaskakujące, wygrał zakład, a lekarz stracił honorarium. Kiedy indziej w czasie spotkania towarzyskiego raczył się winem w dość specyficzny sposób, pijąc ze swoim wujem z… jednego kieliszka jedną porcję trunku. Brzmi to kuriozalnie, ale i dzisiaj można usłyszeć o nędzarzach, którzy umarli z głodu, leżąc na worku pieniędzy. Sir Elwes skończył podobnie. Znaleziono go w łóżku w starym, podartym ubraniu, w kapeluszu i z kijem w ręce oraz z bogactwem na koncie. Finał życia bohatera „Opowieści…” też skłaniał się ku temu scenariuszowi.

W dziele Dickensa akcja rozgrywa się w wigilijną noc. To wtedy Scrooge ogląda retrospekcję swojego marnego bytu.

Kolejne etapy życia przedstawiają mu: duch Marleya (byłego, nieżyjącego wspólnika w interesach) oraz duchy Przeszłości, Teraźniejszości i Przyszłości. Ostatniej zjawie towarzyszy śmierć. Koniec Scrooge’a wydaje się bliski, jednak w Tę noc cuda się zdarzają! Głęboka chęć przemiany skąpego, złego, bezdusznego i nieczułego człowieka w osobę empatyczną i wrażliwą na problemy innych pozwala mu uniknąć kary. Dostaje drugą szansę – dalsze życie. I takie jest przesłanie opowiadania i kolejnych ekranizacji. Na zmianę nigdy nie jest za późno.

Przemiana skąpca w czyniącego dobro człowieka jest spektakularna i pozwala mieć nadzieję, że wszystko w życiu jest możliwe. Nawet to, że niechciane zabytki, niechronione przepisami prawa, uratują inwestorzy, ponosząc bardzo duże koszty (także wbrew wcześniejszym zamiarom).

Tak przed 15 laty została uratowana kaplica szpitalna w historycznym budynku gliwickiego Instytutu Onkologii. W jej oknach znajdowały się bardzo ciekawe, ale mało trwałe, zniszczone elementy – malowidła na szkle*. Te pseudowitraże powstały w 1957 roku ze składek  pacjentów, dzięki staraniom ówczesnego kapelana, ks. Rapackiego. Ze względu na czas powstania nie wpisywały się w pojęcie zabytku, dodatkowo sam Instytut potrzebował kolejnych pomieszczeń do obsługi pacjentów (a w nowym budynku było drugie pomieszczenie sakralne). 2004 rok mógł być zatem ostatnim w historii starej kaplicy. Sprawa wyglądała beznadziejnie. Nawet ze względu na barwne przeszklenia nie było podstaw prawnych do wydania opinii o konieczności pozostawienia kaplicy. I nagle (w trakcie spotkania na terenie szpitala) dyrekcja Instytutu Onkologii odstąpiła od zamiaru jej likwidacji. Zgodziła się też poddać malowidła profesjonalnym i kosztownym pracom konserwatorskim. Być może pomogło odwoływanie się do uczuć, seria błagalnych spojrzeń à la Kot w Butach ze „Shreka”, a także wsparcie kapelana, o. Jana Nogi, i diecezjalnej konserwator zabytków Anny Szadkowskiej. Być może jednak to czas zbliżających się Świąt Bożego Narodzenia uwrażliwił właściciela.

Po remoncie pomieszczenia i po zamontowaniu odnowionych pseudowitraży zmiana wnętrza była porażająca.

Kaplica IO oświetlona bajecznie kolorowymi smugami światła padającymi przez pomalowane szyby była piękna. Nigdy nie zapomnę tego widoku. A tak na marginesie tej historii – zdeterminowany Dickens napisał „Opowieść wigilijną” tuż przed świętami, mając nadzieję, że spłaci dzięki niej część ogromnego długu. Powieść okazała się światowym bestsellerem. I jak tu nie wierzyć w cuda?

Ewa Pokorska
miejski konserwator zabytków

* Malowanie witraży na szkle ma swoją tradycję i różne odmiany. Tzw. witraż angielski polega np. na naklejaniu na szkło kolorowych folii.  Ich łączenia imitują ołowiane paski. Czasami dodaje się do tego szkło biżuteryjne (tzw. kaboszony), aby jeszcze bardziej upodobnić kompozycję do prawdziwych witraży. Malowidła ratowane w Instytucie miały brzegi rysunku zaznaczone jedynie czarną konturówką.

Kaplica w budynku tak zwanej starej onkologii. Stan przed renowacją
fot. E. Pokorska
pseudowitraże z kaplicy w starej onkologii po renowacji
fot. E. Pokorska
pseudowitraże z kaplicy w starej onkologii po renowacji
fot. E. Pokorska
pseudowitraże z kaplicy w starej onkologii po renowacji
fot. E. Pokorska
Opowieść wigilijna Charlesa Dickensa
„Opowieść wigilijna", wydanie z 1843 roku. Fot. domena publiczna
Opowieść wigilijna Charlesa Dickensa
„Opowieść wigilijna", wydanie z 1843 roku. Fot. domena publiczna
Kaplica w budynku tak zwanej starej onkologii. Stan przed renowacją fot. E. Pokorska
pseudowitraże z kaplicy w starej onkologii po renowacji fot. E. Pokorska
pseudowitraże z kaplicy w starej onkologii po renowacji fot. E. Pokorska
pseudowitraże z kaplicy w starej onkologii po renowacji fot. E. Pokorska
Opowieść wigilijna Charlesa Dickensa „Opowieść wigilijna", wydanie z 1843 roku. Fot. domena publiczna
Opowieść wigilijna Charlesa Dickensa „Opowieść wigilijna", wydanie z 1843 roku. Fot. domena publiczna

Związek Polskich Miast ePuap Śląska Karta Usług Publicznych SEKAP Benchmarking