Architektura w roli głównej – cykl Ewy Pokorskiej

Uaktualniono: 12.12.2019 / Sekcja: / pdf
kadr z filmu Skrzypek na dachu

Gdybym był bogaczem… Nucę sobie czasami piosenkę ze „Skrzypka na dachu” i zawsze rozdzielam wirtualne bogactwo między przyjaciół i potrzebujących. Nie wiem, co pomyślałby o tym Tewje Mleczarz, tytułowy bohater powieści Szolema Alejchema, na podstawie której stworzono melodyjne libretto i film. Jemu bardziej zależało na poprawie bytu swojej rodziny…

Życie w Anatewce (fikcyjnym sztetlu) w 1905 roku, na terenie Imperium Rosyjskiego, nie było bowiem łatwe, a bogactwo znaczyło czasami zaspokojenie podstawowych potrzeb życiowych. Akcja książki, musicalu i filmu „Skrzypek na dachu” dotykała również problemów rodzących się na styku dwóch różnych kultur: żydowskiej i rosyjskiej. W musicalu zderzenie przepięknej melodii i słów piosenek ze skomplikowaną historią Rosji (m.in. ukazanym w finałowej scenie wysiedleniem wszystkich Żydów z miasteczka) łagodziło przygnębiający wydźwięk powieści. Zaskakująco wnosiło nawet dużą dawkę optymizmu! Do dziś niezmiennie bawi mnie jeden z końcowych dialogów: – Gdzie idziesz?... – Do Chicago w Ameryce. – W Ameryce?... A my do Nowego Jorku, też w Ameryce. Będziemy sąsiadami! W ten sposób Tewje Mleczarz urósł do rangi symbolu radzenia sobie z trudami życia ponad wszystko, pozostając zarazem postacią jak z obrazów Chagalla: barwną, trochę nierealną, wręcz baśniową. Kreacja ta uczyniła filmową wersję musicalu z 1971 roku bardzo ciepłym (choć nieco melancholijnym), zdecydowanie pozytywnym obrazem, który zasłużenie nagrodzono aż trzema Oscarami.

Do „Skrzypka…” i jego historii wracałam myślami podczas listopadowego Forum Pamięci o Dziedzictwie Żydowskim w Polsce, zorganizowanego w Domu Pamięci Żydów Górnośląskich w Gliwicach.

Z tematyką konferencji (m.in. zapobieganie upływowi czasu i związanemu z nim powolnemu niszczeniu zabytków sepulkralnych kultury żydowskiej w Polsce) korespondowało szczególnie otoczenie odrestaurowanego domu przedpogrzebowego, w którym od kilku lat działa DPŻG – oddział Muzeum w Gliwicach. Piękna, urokliwa nekropolia żydowska wokół Domu, na terenie której obrośnięte bluszczem nagrobki (macewy) tworzą nastrój zadumy i refleksji, jest dobrym przykładem, jak z szacunkiem traktować takie miejsca.

Cmentarz w kulturze żydowskiej to miejsce szczególnie chronione. Do czasu Sądu Ostatecznego powinien dotrwać w stanie nienaruszonym.

Dlatego np. przypadki ekshumacji zwłok są dopuszczane tylko w szczególnych sytuacjach. Mając to na uwadze, lokalizowano groby tak, aby zaoszczędzić jak najwięcej miejsca. Minimalna odległość pomiędzy grobami w średniowieczu wynosiła sześć szerokości dłoni, czyli jeden łokieć. Po zapełnieniu cmentarza nasypywano ziemię tak, aby były możliwe następne pochówki. Dlatego praski cmentarz w pobliżu ul. Paryskiej, który jest najstarszym zachowanym kirkutem w Europie, ma miejscami aż 12 warstw cmentarnych.

W przypadku gliwickiej nekropolii nie mamy takiej sytuacji. Cmentarz przy ul. Poniatowskiego powstał w 1902 roku, kiedy złagodzono wiele przepisów dotyczących grzebania zmarłych. Jego kompozycja to dziesięć kwater grzebalnych (z 524 nagrobkami) różnych rozmiarów , zgrupowanych wzdłuż głównej alei. Formy architektoniczne grobowców nawiązują do różnych stylów historycznych – najczęściej spotykamy się z klasycystycznymi rozwiązaniami, ale możemy wypatrzyć macewę z detalem secesyjnym. Ozdobne napisy są istotnym elementem żydowskich nagrobków.

W judaizmie nie wolno ukazywać postaci ludzkiej – można zastąpić ją symbolem, np. rękami ze złączonymi palcami: wskazującymi i kciukami.

Oznaczają one błogosławieństwo, dlatego często były umieszczane na grobach kapłanów. Ręka trzymająca dzban to symbol lewitów. Kiedy naczynie zastąpi pióro, to wiadomość, że w tym miejscu leży pisarz. Motywy floralne lub zwierzęce są równie częste. W Gliwicach to słonecznik i róża, przetworzone secesyjnie. Dla zmarłych kobiet zarezerwowano wizerunek dwóch świec: zapalonych, zgasłych lub złamanych, bądź też umieszczonych w świeczniku. Tłumaczenie jest proste – to przecież kobiety w szabasie zapalają świece w menorze. 

Na koniec wspomnę o intrygującym, choć niewystępującym w Gliwicach symbolu: wężu połykającym własny ogon, zwanym uroboros. To symbol uniwersalny, spotykany także w innych kulturach. Obrazuje destrukcję i odradzenie się, śmierć i narodziny, ciągłość wszechświata.

Ewa Pokorska

miejski konserwator zabytków

macewa z cmentarza żydowskiego
fot. E. Pokorska
macewa z cmentarza żydowskiego
fot. E. Pokorska
macewa z cmentarza żydowskiego
fot. E. Pokorska
macewa z cmentarza żydowskiego
fot. E. Pokorska
macewa z cmentarza żydowskiego
fot. E. Pokorska
macewa z cmentarza żydowskiego
fot. E. Pokorska
macewa z cmentarza żydowskiego
fot. E. Pokorska
macewa z cmentarza żydowskiego
fot. E. Pokorska
macewa z cmentarza żydowskiego
fot. E. Pokorska
macewa z cmentarza żydowskiego
fot. E. Pokorska
macewa z cmentarza żydowskiego fot. E. Pokorska
macewa z cmentarza żydowskiego fot. E. Pokorska
macewa z cmentarza żydowskiego fot. E. Pokorska
macewa z cmentarza żydowskiego fot. E. Pokorska
macewa z cmentarza żydowskiego fot. E. Pokorska
macewa z cmentarza żydowskiego fot. E. Pokorska
macewa z cmentarza żydowskiego fot. E. Pokorska
macewa z cmentarza żydowskiego fot. E. Pokorska
macewa z cmentarza żydowskiego fot. E. Pokorska
macewa z cmentarza żydowskiego fot. E. Pokorska

Związek Polskich Miast ePuap Śląska Karta Usług Publicznych SEKAP Benchmarking