fot. Mosquidron
Gliwice w brytyjskim „Telegraphie”
Opublikowane: 25.11.2025 / Sekcja: Dzieje sięLondyński dziennik „The Telegraph” porównuje w materiale „How a Polish town boomed while its British twin fell behind” (tłum. „Jak polskie miasto rozkwitło, podczas gdy jego brytyjski bliźniak został w tyle”) około 170-tysięczne Gliwice ze 108-tysięcznym Darlington w północno-wschodniej Anglii. Zestawia fakty, liczby i tempo zmian. Wnioski dziennikarzy analizujących ich zdaniem „bliźniacze” ośrodki są dla brytyjskiego czytelnika zaskakująco mocne: to nie Darlington (jak mogliby sądzić Brytyjczycy) jest dziś punktem odniesienia, lecz Gliwice.
I nie chodzi tylko o gospodarkę. Chodzi o pewien rodzaj energii, który – jak zauważają autorzy artykułu Eir Nolsøe i Hans van Leeuwen – w jednym mieście przygasa, a w drugim rośnie z roku na rok.
Miasto, które wypięło się z „pasa rdzy”
Brytyjski tekst zaczyna się od przywołania względem Górnego Śląska etykiety „polskiego pasa rdzy”, odnoszącego się pierwotnie do amerykańskich północno-wschodnich obszarów o silnie rozwiniętym przemyśle ciężkim, który w XX wieku zaczął upadać, co objawiło się między innymi opuszczaniem zakładów przemysłowych i rdzewieniem fabryk. Niemniej Eir Nolsøe i Hans van Leeuwen zgodnie zwracają uwagę, że Gliwice, jeszcze ćwierć wieku temu kojarzone z zamykanymi na Śląsku kopalniami, hutą i zanieczyszczonym powietrzem, stały się symbolem udanej, pomyślnej polskiej transformacji gospodarczej.
Ich zdaniem przemiana ta jest widoczna zarówno w statystykach, jak i w codziennych szczegółach: nowe kawiarnie wśród odnowionych, wzniesionych w okresie PRL-u bloków mieszkalnych, start-upy rozwijające technologie kosmiczne w „Nowych Gliwicach” – nowoczesnym kampusie gospodarczym na terenie dawnej KWK Gliwice, elektryczne autobusy czy infrastruktura drogowa, którą autorzy tekstu nazywają bez wahania jedną z najlepszych w regionie.
Gliwice kontra Darlington. Porównanie nieoczywiste i zaskakujące w wyniku
Choć brytyjski artykuł zestawia Gliwice z miastem „podobnej skali”, miasta pod tym kątem nie są bliźniacze. Położone w hrabstwie Durham Darlington liczy niewiele ponad 108 tys. mieszkańców, podczas gdy umiejscowione w górnośląskiej konurbacji, u zachodnich bram Górnośląsko-Zagłębiowskiej Metropolii Gliwice – ok. 170 tys. mieszkańców.
Kluczowe różnice między obydwoma porównywanymi ośrodkami, na jakie wskazuje „The Telegraph”, to:
-
tempo rozwoju – Gliwice niemal potroiły PKB per capita od 2005 roku; PKB Darlington od lat rośnie wolniej niż średnia krajowa;
-
rynek pracy – gliwickie bezrobocie spadło z 10% przed kilkunastoma laty do niespełna 3%; w Darlington bezrobocie i bierność zawodowa utrzymują się na wysokim poziomie;
-
infrastruktura – polskie projekty (jak np. przecięcie autostrad A1 z A4 czy obwodnicowe wyprowadzenie ruchu z centrum miasta) powstają szybko; modernizacja dworca w Darlington opóźnia się już piąty rok;
-
zatrzymanie talentów – w Gliwicach Politechnika Śląska i firmy wspólnie tworzą system studiów dualnych, który zatrzymuje młodych specjalistów; w Darlington absolwenci pobliskiej uczelni wciąż wyjeżdżają.
„Minidolina Krzemowa” na terenie dawnej kopalni
Najmocniejszą pochwałę w tekście otrzymuje współpraca miasta, Politechniki Śląskiej i lokalnych przedsiębiorców. Dziennikarze „Telegrapha” nazywają wprost gliwickie Centrum Nauki i Biznesu „Nowe Gliwice” „minidoliną Krzemową” – nie metaforycznie, lecz jako przykład udanej strategii rozwoju. To właśnie tam mieszczą się firmy, które ich zdaniem ucieleśniają ducha nowej polskiej gospodarki: Future Processing, Autonomous Systems czy KP Labs – przedsiębiorstwa, które łączą bezpośrednio wykształcenie techniczne z globalnym rynkiem technologii.
Co najbardziej uderzyło Brytyjczyków?
Przede wszystkim to, czego – ich zdaniem – brakuje wielu miastom w Wielkiej Brytanii. Po pierwsze, wspólny cel i konsekwencja w działaniu. Gliwice nie są „modne” przypadkiem, lecz dzięki planowej współpracy uczelni, samorządu i biznesu. Po drugie, szybkie decyzje i szybkie inwestycje. Brytyjski tekst bez ogródek opisuje brytyjską niemoc inwestycyjną i stawia ją obok sprawnego tempa zmian w Polsce. Po trzecie, nastroje mieszkańców. W Gliwicach dominuje poczucie dumy i satysfakcji z obranego od ponad dwóch dekad kierunku zmian. W Darlington – jak zauważa „The Telegraph”– zamiast entuzjazmu często słychać rezygnację. Po czwarte – rzeczywiste podnoszenie jakości życia, nie luksusem, ale uporządkowaniem przestrzeni, coraz bardziej ekologiczną komunikacją miejską, dostępnością pracy i edukacji.
Brytyjski tekst nie jest laurką. Pisze także o ogólnopolskich wyzwaniach: o ryzyku polaryzacji politycznej, zadłużeniu państwa, konieczności przejścia na gospodarkę opartą na wysokich technologiach. Zwraca uwagę, że wzrost ostatnich lat nie gwarantuje przyszłego sukcesu. Ale równocześnie przyznaje jedno: Gliwice wykorzystały ostatnie 25 lat lepiej niż wiele miast ich rangi w Europie. Autorzy artykułu mówią wręcz o „małej rewolucji”, której symbolem jest nie tylko wskaźnik PKB, ale… zwykła kawiarnia na gliwickim osiedlu Wojska Polskiego, której funkcjonowanie świadczy o tym, że „ludzie mają już nie tylko pracę, ale i czas, żeby żyć”.
(kik)