Aktualności | „Żyj tak, aby nikt przez ciebie nie płakał”. Roman Kamiński kończy sto lat

mężczyzna i pięć kobiet

Fot. D.Nita-Garbiec/UM Gliwice

„Żyj tak, aby nikt przez ciebie nie płakał”. Roman Kamiński kończy sto lat

Publié: 03.06.2026 / Section: Dzieje się 

Pan Roman Kamiński świętował setne urodziny. Z okazji jubileuszu serdeczne życzenia złożyła solenizantowi prezydent Gliwic Katarzyna Kuczyńska-Budka.

Roman Kamiński urodził się 28 maja 1926 r. w Jagniewicach (wówczas województwo poznańskie). Jego beztroskie lata szkolne przerwał wybuch II wojny światowej.

Moja schorowana matka wychowywała mnie samotnie. Problemy życiowe w tak ciężkich warunkach wojennych zaczęły ją przerastać, a mnie szybko zmusiły, by dorosnąć. W wieku 13 lat zacząłem szukać pracy fizycznej w majątkach rolnych i budowlance. Byłem jeszcze dzieckiem, ale byłem silny i pracowity. Powierzano mi różne fizyczne prace. Wojna trwała i nikogo nie oszczędzała. Głód był powszechny, przyszłość Polski niepewna i nasza też. Na domiar złego zagrożono nam przymusową wywόzką do prac w gospodarstwach rolnych w Niemczech. Dopisało nam szczęście. Mama doskonale mówiła po niemiecku, przekonała władze, że na miejscu w Polsce będziemy im bardziej przydatni. Zbliżał się rok 1945 i nadzieja w nas rosła, bo przewidywany był koniec wojny – wspomina Roman Kamiński. 

W tym czasie Niemcy na ogromną skalę urządzali łapanki, zabezpieczali tyły, zmuszając ludzi do kopania rowów przeciwpancernych. Jako dziecko pan Roman pracował przy nich od świtu do nocy, bez względu na pogodę, o wodzie i kromce chleba. Nabawił się chorób, które nękały go już później przez całe życie.  

Pod koniec stycznia 1945 r., na skutek zmasowanej ofensywy wojsk Armii Czerwonej, Niemcy podejmowali zorganizowane ucieczki, zabierając ze sobą tzw. służbę składającą się z Polaków pracujących w ich ogromnych gospodarstwach rolnych. Wśród tych „parobków”, jak nas nazywali, znalazłem się również ja. Po kilkunastu kilometrach marszu bocznymi drogami, w okolicach Rogoźna Wielkopolskiego, pod osłoną nocy podjęliśmy wspólnie z kolegami desperacką próbę ucieczki. Dopisało mi szczęście, trafiłem w swoje rodzinne strony. Front się przesuwał, rosła w nas nadzieja na koniec wojny i lepsze życie. Zniszczony kraj potrzebował rąk do pracy, żeby go jak najszybciej odbudować. Pracowałem wszędzie, gdzie można było cokolwiek zarobić, żeby utrzymać chorą matkę i siebie. Mając 17 lat, czułem się dorosły i odpowiedzialny za nas oboje – mówi pan Roman. 

W grudniu, uformowane już nowe władze polskie apelowały o zasiedlanie odzyskanych terenów opuszczonych przez Niemców. Pan Roman trafił do Wrocławia. Pracował dorywczo przy wyrębie i sadzeniu drzew, w piekarniach, zakładach spożywczych, a także w fabryce wagonów. Później pilnował porządku publicznego. Skończył szkołę oficerską w Łodzi, został zastępcą KP-MO w Sycowie, w 1951 r. przeniesiono go do Gliwic na stanowisko zastępcy Komendanta MO. Wtedy zdiagnozowano u pana Romana gruźlicę. – Okres ten pozwolił mi spojrzeć na życie z innej strony. Przemyślałem wtedy wiele spraw i w konsekwencji postanowiłem wypowiedzieć pracę w szeregach MO. Zatrudniłem się w Chłodniach Kominowych, później MHD i Polskich Odczynnikach Chemicznych – wspomina. 

Pan Roman pracował również w Bumarze Łabędy i Instytucie Chemii Nieorganicznej, podjął studia ekonomiczne w Katowicach, których jednak nie ukończył z uwagi na trudną sytuację rodzinną i pogarszający się stan zdrowia. Ożenił się w 1962 r., z Zuzanną, z którą do dzisiaj są małżeństwem. Urodziły im się dwie córki, Alicja i Marzena, doczekali się też czworga wnucząt, z których są bardzo dumni i dwojga prawnucząt. 

Życie przeżyłem godnie. Nikogo nie skrzywdziłem, a serce miałem zawsze otwarte dla każdego. Byłem społecznikiem i w miarę możliwości pomogłem wielu ludziom i rodzinom borykającym się z trudnymi problemami życiowymi i zawodowymi. Emerytura jest dla mnie czasem spokoju, wyciszenia i stabilności. Matka moja, której śmierć przeżyłem boleśnie i która była bardzo ważną częścią mojej rodziny, odeszła po krótkiej chorobie w 1988 r. Jej stale powtarzana maksyma, „żyj tak, aby nikt przez ciebie nie płakał” stała się moim motto życiowym – podsumowuje solenizant. 

Panie Romanie, życzymy zdrowia i uśmiechu każdego dnia. (mf)

 

 

 

mężczyzna siedzący w fotelu, w tle meblościanka prezydent Gliwic z solenizantem