„Nowe-stare” ogrodzenie przy ul. Zygmunta Starego 12A (fot. E. Pokorska-Ożóg)
„Kolory Miasta” Ewy Pokorskiej-Ożóg. Miasto, które pamięta szczegóły
Опубликовано: 03.08.2026 / Раздел: Dzieje sięMiasto rzadko opowiada o sobie wielkim głosem. Częściej zostawia tropy: w fasadzie mijanej po drodze, w ogrodzeniu odtworzonym z pocztówki, w stelażu po dawnym neonie. Odprowadzamy dziecko do przedszkola i nawet nie podejrzewamy, że wchodzimy w opowieść o przemysłowcach, arystokratach i dawnych mieszkańcach Gliwic. Wystarczy zwolnić krok. Historia już tam jest.
Przedszkole z rodowodem
Warto zatrzymać się przy ul. Studziennej 1. Budynek przedszkola po remoncie i termomodernizacji wygląda świeżo, ale nie stracił charakteru. I bardzo dobrze, bo dawna willa ma metrykę ciekawszą niż niejeden bohater rodzinnej sagi.
W dokumentach geodezyjnych pojawia się w 1924 roku jako willa z ogrodem należąca do Zakładów Hrabiego Schaffgotscha Spółki z o.o. w Gliwicach. To nazwisko prowadzi nas do Karola Goduli, Joanny Gryzik – słynnego „śląskiego Kopciuszka” – oraz jej męża Hansa Ulricha Schaffgotscha. W 1928 roku dysponentem nieruchomości został Mikołaj von Ballestrem, hrabia i pan majoratu w Pławniowicach. Czy ktoś, odprowadzając rano dziecko do przedszkola, podejrzewa, że wchodzi na teren dawnej willi związanej z tak znanymi rodami?
O jej mieszkańcach mówią księgi adresowe i dawne gazety. W 1935 roku asesor górniczy dr Hermann Edler von Braunmühl ogłaszał w prasie narodziny swojej drugiej córki, Marii Teresy. W 1943 roku Alfred Kaaker z żoną informowali o zaręczynach córki Ruth z pastorem Gerhardem Hube, przebywającym na urlopie z frontu. W tym samym roku rodzina opłakiwała Manfreda Braedela, który zginął na morzu. Pod tym adresem mieszkali również dyrektorzy Josef Goroll i Kurt Schüttdiel, notowany w spisie z 1928 roku jako Kurt Schmittdiel. Dziś po dawnej willi uwijają się przedszkolaki. Historia ma poczucie humoru!
Remont elewacji budynku wymagał cierpliwości. Każdy detal i fragment ściany trzeba było obejrzeć, omówić i rozważyć: jak ocieplić obiekt, nie zacierając jego historycznego charakteru? Komfort dzieci był najważniejszy, ale zabytkowa architektura także nie mogła ucierpieć. Po wielu spotkaniach i wizjach lokalnych udało się znaleźć rozwiązanie, które godzi jedno z drugim.
Ogrodzenie, które wróciło
Przy ul. Zygmunta Starego 12A stoi kamienica, obok której trudno przejść obojętnie. Fasada ułożona w literę U przyciąga wzrok dużymi płycinami ze scenami myśliwskimi. Na jednej pędzą dziki, na drugiej pojawiają się jeleń i sarny. Pod oknami pierwszego piętra biegną secesyjne motywy roślinne, w klatce schodowej połyskuje kolorowe lastryko, a na budynku dawnej stajni od strony podwórza spogląda realistycznie przedstawiona głowa konia. Kiedyś nad drzwiami, w dwóch małych oknach, znajdowały się jeszcze witraże.
Niedawno do tych detali dołączyło „nowe-stare” ogrodzenie. Wspólnota mieszkaniowa odtworzyła je na podstawie archiwalnej pocztówki i dwóch zachowanych słupków. Murowane słupki znów domykają przedogród, a kute pręty w przęsłach mają stępione zakończenia, bezpieczne dla przechodniów. To niewielki, lecz elegancki dowód, że można przywracać dawny wygląd bez udawania, że nadal żyjemy sto lat temu.
Miasto zapisane światłem
Podczas lipcowego spaceru „Neony Gliwic”, zorganizowanego w ramach Biennale Akademii, opowiadałam o architekturze, a Dominik Tokarski przybliżał historię neonów. Drugi spacer współprowadził Kamil Iwanicki. Sama nie przypuszczałam, ile opowieści kryje się w tych coraz rzadszych elementach miejskiej reklamy.
Neony nie są tym samym co reklamy LED. Dawniej projektowano je indywidualnie, z myślą o konkretnym budynku i miejscu. Realizacje z lat 60. i 70. łączyły architekturę, liternictwo i reklamę w jedną kompozycję. W niełatwych realiach PRL-u murale, plakaty i neony bywały zaskakująco śmiałe i dojrzałe artystycznie. Tworzyli je artyści i graficy, którzy wiedzieli, że litera ma nie tylko informować, lecz także budować charakter miejsca.
Kulminacją spaceru były Ruiny Teatru Victoria i zawieszona tam KURA – neonowa reklama z 1973 roku, zaprojektowana przez Emilię Nożko-Paprocką. Prosty znak i pogodna kolorystyka świetnie promowały niegdyś produkty Poldrobu. Neon został wypożyczony przez Fundację Silesia Neon.
Gliwice mają jeszcze kilka starych i nowych neonów. Na fasadzie dawnego kina „Jutrzenka” przy ul. Zygmunta Starego zachował się stelaż pod dawny, jarzący się światłem napis. Kina już dawno nie ma, ale ten ślad pozostał. Pilnowałam, by po remoncie fasady nie zniknął. To może drobiazg, lecz właśnie z takich drobnostek składa się pamięć miasta. Są jak dyskretne przypisy na jego marginesach – niewielkie, ale bez nich cała opowieść byłaby uboższa...
Ewa Pokorska-Ożóg
miejski konserwator zabytków