Będąc rodzicem zastępczym trzeba mieć dużo cierpliwości, wyrozumiałości, samozaparcia i sił. Ale jeśli ktoś się waha, to powiem, że warto - mówi Małgorzata Paszkowska. Fot. M.Buksa/UM Gliwice
„Czuję się częścią czegoś wyjątkowego”. Jak przez Rodzinny Dom Dziecka Małgorzata Paszkowska zmienia świat w Imperium Mocy
Опубликовано: 03.04.2026 / Раздел: Dzieje sięW domu pani Paszkowskiej mieszka 8 dzieci. Niektóre od kilku lat, inne od niedawna. Wszystkie są ze sobą zżyte, mówią o sobie „brat”, „siostra”. Do pani Małgorzaty mówią „ciociu”, ale na Dzień Matki przygotowują dla niej laurki.
W Rodzinnym Domu Dziecka przy Królowej Bony ciągle coś się dzieje. Nie widać tego od razu, bo chwilowo jest tylko roczna Marzenka, która nie odstępuje pani Małgorzaty na krok i potrzebuje sporo uwagi, najchętniej w jej objęciach. Za chwilę wszystko się zmienia, stale słychać domofon, otwieranie drzwi, potem „dzień dobry”, młodych ludzi w różnym wieku gromadzi się coraz więcej. Wracają ze szkoły, mają swoje sprawy, za chwilę wychodzą do popołudniowych zajęć. Ci, którzy zostają, przejmują Marzenkę. Zgrana paczka, Imperium Mocy. Taki napis wyświetla się na domofonie. To prezent od miłego sąsiada. Szczęśliwie, dobrych sąsiadów jest tu więcej – zwracają uwagę na dzieci, reagują, są życzliwi. Bywa, że przychodzą z darami – mlekiem czy biletami do teatru.
Bez presji – ważne, żeby być razem
Gdy ktoś potrzebuje pomocy, Małgorzata Paszkowska pomaga. Dla niej to zupełnie naturalne, już w szkole prowadziła klub wolontariatu, udzielała się w stowarzyszeniu osób z niepełnosprawnościami, później pracowała w Specjalnym Ośrodku Szkolno-Wychowawczym w Zabrzu. Szybko zrezygnowała na rzecz pracy w szkole, ale zdążyła poznać małą Dianę. Początkowo zabierała ją do siebie na niedziele, w końcu Diana została – pani Paszkowska została jej rodziną zastępczą. Gdy dziewczynka dorosła i stała się samodzielna, pani Małgorzata poczuła mocną potrzebę, by jeszcze coś dla kogoś zrobić. Przygodę z pieczą zastępczą rozpoczęła niemal dwadzieścia lat temu, jeszcze gdy pracowała w szkole. Teraz poczuła, że potrzebna jest zmiana i zdecydowanym krokiem ruszyła w przyszłość. Natknęła się na informację o rodzicielstwie zastępczym organizowanym przez Ośrodek Pomocy Społecznej w Gliwicach. W 2014 r. przeszła odpowiednie szkolenie i 10 lat temu z niezawodowej rodziny zastępczej przeszła na zawodową. Obecnie prowadzi Rodzinny Dom Dziecka. A to oznacza, że dzieci w domu zawsze jest sporo.
Najpierw było trzech chłopców, dwóch z nich – bracia – szybko znaleźli rodziny adopcyjne. Trzeci, Feliks, jest z panią Małgorzatą do dziś. Osiem lat temu pojawiły się trzy siostry: Weronika, Natalia i Mirela. Teraz mają od 13 do 18 lat. Są ze sobą zżyte. To, że czują się u cioci Paszkowskiej bezpiecznie, najlepiej widać po relacjach – przekomarzają się o porządki, które od wczoraj jakoś same nie chcą się zrobić. Są jeszcze bracia: czteroletni Janek (właśnie gorączkuje i pani Paszkowska przykłada mu zimny kompres) oraz sześcioletni Olek. Jest też Aurelia i od sierpnia mała Marzenka. Wszyscy traktują się jak rodzeństwo, mówią o sobie „siostra”, „brat”. Razem przeżywają dobre i gorsze chwile, pomagają sobie, razem też wyjeżdżają na wakacje – ostatnio na Dolny Śląsk, do Lądka Zdroju, Rajczy i Karpacza, a także nad morze. Starsze dzieci jeżdżą też na kolonie. Święta Wielkanocne spędzą wspólnie – w planach jest wiosenny relaks na działce, bez presji, ważne, żeby być razem.
Dom jest duży. Początkowo było to ponad 100 m2, obecnie już ponad 200. O drugi poziom pod koniec ubiegłego roku dla rodziny pani Paszkowskiej przestrzeń powiększono przy wsparciu miasta. Osiem pokoi, trzy łazienki, gabinet, w którym dzieci mogą się wyciszyć, pouczyć, w razie potrzeby spotkać z terapeutą i salon – miejsce wspólnych posiłków. Oczywiście kuchnia. Wydaje się niewielka na tle okazałego mieszkania, ale jak mówi pani Małgorzata, to nie problem – kuchnia może być mała, byle garnki były duże. Na początku, gdy w domu była tylko Diana, pani Małgorzata gotowała na obiad 5 ziemniaków. Teraz to 6 kg.
Imperium Mocy pani Paszkowskiej
200 m2, jest co sprzątać. Ale też ma kto pomagać, bo o wspólne dobro dbają wszyscy. Każdy ma swoje obowiązki i zadania, dom działa jak dobrze zorganizowany rój, w którym wszyscy sobie pomagają i dbają o siebie. Weronika, która właśnie zdała egzamin na prawo jazdy (powód do dumy całego domu) jest zatrudniona do pomocy przy dzieciach. Opieką nad młodszymi i pracami domowymi zajmuje się też Diana, która pracuje w Gliwickim Zakładzie Aktywności Zawodowej, udziela się też społecznie, m.in. kwestuje na rzecz WOŚP. Natalia i Mirela uczą się śpiewu w szkole muzycznej, pomagają cioci w porządkach i należą do Marianek, Olek trenuje judo, Aurelia uczęszcza na zajęcia korekcyjne. Dodatkowo Natalia zajmuje się Jankiem, a Mirela pomaga, gdzie się da – ma opinię tej, która zawsze chętnie pomoże, nawet przy koszeniu ogródka. Weronika też kosi, dodatkowo szyje, szkicuje i maluje, jest na etapie wyboru swoje drogi życiowej. Może język polski, może biologia – sprawa jest rozwojowa.
Pierwsze, około godziny 6.00, wstają Mirela i Natalia, bo spieszy im się na busik do szkoły. Reszta domu budzi się około 7.00 – pozostałe szkoły i przedszkole są blisko, gdyby ktoś się uparł, można iść w kapciach. Pani Małgorzata przygotowuje śniadanie – każdego dnia potrzebne są dwa bochenki chleba. Gdy już wszyscy zostają wyprawieni do swoich zajęć, w domu zostaje pani Małgorzata i Marzenka. Jest czas, żeby całą uwagę skierować na najmłodsze dziecko, ale też na organizację i łamigłówki logistyczne, sprawy urzędowe, zakupy. Najczęściej internetowe, bo przy takiej liczbie osób robi się je hurtowo. Około godz. 15.00 dom znów wypełni się gwarem, krzątaniną, zapachem obiadu, wertowaniem zeszytów i ogólnym rozgardiaszem. Wieczorem najdłużej będą siedzieć najstarsze dziewczyny, które zawsze mają jeszcze jakieś pilne sprawy do omówienia, anegdotki do wspólnego chichrania. Pani Małgorzacie to nie przeszkadza, młodzież potrzebuje wieczorów – czasu na swoje sekrety.
Aby ogarnąć całą sytuację, uporządkować i wydobyć z codziennego chaosu, ale też – a może przede wszystkim – podzielić się swoimi doświadczeniami, pani Małgorzata prowadzi na facebooku profil Rodzina zastępcza – imperium mocy, wyjątkowy, pełen wrażliwości i nieoczywistych spostrzeżeń blog, który pokazuje piękno rodzicielstwa zastępczego, ale też jego ciemniejszą stronę mocy – trud i często walkę o młodego człowieka, którego trzeba nauczyć żyć w społeczeństwie, bo nie wyniósł tego z rodzinnego domu. Dobra lektura dla osób krążących myślami wokół stworzenia własnej rodziny zastępczej, może jeszcze zastanawiających się. Ale nie tylko. Warto podejrzeć, jak stworzyć swoje Imperium Mocy. Niekoniecznie dla ósemki, a dla jednego lub dwójki dzieci czekających na rodzinę.

Małgorzata Paszkowska:
Będąc rodzicem zastępczym, z pewnością trzeba mieć dużo cierpliwości, wyrozumiałości, samozaparcia i sił – psychicznych i fizycznych. Dzieci, które do nas trafiają, są różne – niektóre ciche, wystraszone, inne niepogodzone z losem, złe na to, co je spotkało, pełne przykrości, często złości. Wszystkie zranione. Ale jeśli ktoś się waha, to powiem, że warto. Z naszej rodziny pięcioro dzieci poszło do adopcji i znalazło kochające domy, w których bardzo czekano na dzieci. Utrzymujemy kontakt, wiem, że są szczęśliwe. Jeden z adoptowanych chłopców powiedział mi, że gdyby został ze swoją biologiczną rodziną, dzisiaj nie miałby nic, a teraz ma kochającą mamę, tatę i brata, którzy bardzo go wspierają, którym na nim zależy. Właśnie dlatego warto. Rodzicielstwo zastępcze to bezpieczna przestrzeń pomiędzy dysfunkcyjną rodziną biologiczną, z której trzeba zabrać dziecko, a rodziną adopcyjną, do której dziecko ma trafić. Najtrudniejsze są sytuacje, gdy dziecko z pieczy zastępczej wraca do rodziny biologicznej, która miała uporać się ze swoimi problemami, niestety nic się nie zmieniło i dziecko znów trafia do pieczy. Sytuacja się powtarza, dziecko jest coraz starsze i ma coraz mniejsze szanse na adopcję. Często jest też tak, że dzieci zostają w rodzinie zastępczej do pełnoletności, bo się z nią związują, są szczęśliwe i rodzina zastępcza staje się rodziną na zawsze. Tu również mamy dobre zakończenie. Rodziny zastępcze to dla dzieci szansa na nowe lepsze życie, ale zyskujemy też my – widzimy, jak dzieci się zmieniają, oswajają, stają się ufne, nabierają energii, rozwijają pasje, mają marzenia, które chcą spełniać. To napełnia szczęściem i daje zastrzyk pewności, że to, co robimy, ma sens. Czuję się częścią czegoś wyjątkowego.
Dołącz do gliwickich rodzin zastępczych!
Przyjdź, zadzwoń, porozmawiaj. To pierwszy krok, który może naprawdę wiele zmienić. Pomocą chętnie służą pracownicy Ośrodka Pomocy Społecznej w Gliwicach: Małgorzata Magiera (tel. 32/300-46-01 oraz 32/331-46-23), Żaneta Olszok i Milena Zorn (tel.32/234-22-70), można też dzwonić bezpośrednio do sekretariatu (tel. 32/335-41-37) lub napisać na adres e-mail: s_pz@ops.gliwice.eu.
Dlaczego warto?
🩷Dajesz dziecku szansę na normalne życie.
🩷Otrzymujesz pełne wsparcie specjalistów – koordynatora rodzinnej pieczy zastępczej, psychologa, pedagoga.
🩷Uczestniczysz w nieopłatnych szkoleniach przygotowujących do tej roli.
🩷Otrzymujesz świadczenia finansowe (800+, Dobry Start, comiesięczne świadczenie na utrzymanie dziecka w rodzinie zastępczej lub pomocowej).
🩷Jako rodzina zastępcza zawodowa otrzymujesz wynagrodzenie od 7 000 zł miesięcznie.
🩷Jako rodzina zastępcza zawodowa możesz otrzymać mieszkanie z zasobów miasta na prowadzenie rodziny zastępczej zawodowej lub Rodzinnego Domu Dziecka.
🩷Stajesz się częścią wyjątkowej społeczności ludzi, którzy naprawdę zmieniają świat dziecka.
(mf)