Aktualności | Gliwice chcą chronić cenne obszary przyrodnicze. Wywiad z przyrodnikiem dr. Leszkiem Trząskim ze Śląskiego Ogrodu Botanicznego

Widok z góry na Ujście Kłodnicy, w rogu zdjęcie dr. Leszka Trząskiego

Fot. F. Zobawa/ UM w Gliwicach

Gliwice chcą chronić cenne obszary przyrodnicze. Wywiad z przyrodnikiem dr. Leszkiem Trząskim ze Śląskiego Ogrodu Botanicznego

Opublikowane: 27.11.2025 / Sekcja: Ekologia  Miasto  Zielone Gliwice 

Chcemy być miastem nowoczesnym, które inwestując w rozwój infrastruktury, jednocześnie troszczy się o zieleń – tak cenną w kontekście postępujących zmian klimatycznych. Aby zapewnić mieszkańcom zdrowe miejsce do życia, Gliwice planują objąć szczególną ochroną sześć obszarów, tworząc tam użytki ekologiczne. W dwóch takich miejscach zespół naukowców Śląskiego Ogrodu Botanicznego prowadzi na zlecenie miasta inwentaryzacje przyrodnicze. Prace terenowe poprzedziły konsultacje z aktywistami, organizacjami pozarządowymi, radnymi miejskimi i dzielnicowymi oraz przyrodnikami. W planach jest też otwarty spacer z mieszkańcami. 

Wśród wytypowanych przez miasto obszarów są: Łąki nad Kłodnicą, Ujście Kłodnicy do zbiornika Dzierżno, Dolina Doa-Wójtowianki, Stawy w Brzezince, Dolina Potoku Leśnego oraz Staw przy ul. Wakacyjnej. W dwóch pierwszych zespół naukowców Śląskiego Ogrodu Botanicznego pod przewodnictwem dr. Leszka Trząskiego (jednego z ekspertów pracujących nad strategią Gliwice 2040) prowadzi właśnie inwentaryzacje przyrodnicze. 

Działania naukowców w ramach procesu nadzorowanego przez Wydział Planowania Przestrzennego Urzędu Miejskiego poprzedziły trzy spotkania konsultacyjne: 

  • 14 stycznia – „Debata o Mieście” z aktywistami, organizacjami pozarządowymi oraz radnymi miejskimi i dzielnicowymi,

  • 9 kwietnia – spotkanie z radnymi miejskimi (oprócz poruszonych wcześniej kwestii omówiono zagadnienia prawne i proceduralne związane z ustanawianiem użytków i rolą Rady Miasta w tej procedurze),

  • 17 kwietnia – spotkanie ze specjalistami-przyrodnikami działającymi w organizacjach pozarządowych/ekologicznych (głównym tematem było pozyskanie specjalistycznych opinii na temat planowanych działań, m.in. granic obszarów i form ochrony oraz metod i dobrych praktyk inwentaryzacji przyrodniczych).

Zwieńczeniem prac terenowych, które rozpoczęły się w drugiej połowie tego roku i potrwają do początku przyszłorocznego lata, ma być planowany na wiosnę przyszłego roku otwarty spacer w terenie, podczas którego przyrodnicy pokażą zainteresowanym mieszkańcom, co czyni wybrane miejsca wyjątkowymi i jakie działania należy podjąć, aby je chronić. 

Użytki ekologiczne – czyli objęte ochroną prawną obszary cenne przyrodniczo – przedstawione zostaną radnym do uchwalenia do końca 2026 roku.

NASZ WYWIAD

„Przyrodnik jak detektyw”

 

Wyobraź sobie dynamicznie rozwijające się miasto, w którym jak spod ziemi wyrastają kolejne osiedla, lokale usługowe czy biurowce. Brakuje tylko jednego – zieleni. Nie schronisz się więc przed upałem i nie odetchniesz od miejskiego zgiełku. Brzmi jak czarny scenariusz? Aby się nie spełnił, potrzebujemy w mieście terenów, w których ludzie funkcjonują w zgodzie z naturą. Takimi zielonymi enklawami są właśnie użytki ekologiczne. Czym różnią się one od miejskich skwerów i zieleńców? Jak chronić je dla ludzi, a nie przed ludźmi? O tym opowiedział nam dr Leszek Trząski – szef działającego w Gliwicach zespołu naukowców Śląskiego Ogrodu Botanicznego.

Na czym polega inwentaryzacja przyrodnicza? Czy te, w istocie naukowe, działania można porównać do pracy detektywa?

Inwentaryzacja przyrodnicza może być częścią badań naukowych, natomiast sama w sobie bliższa jest pracy detektywa, gdyż podczas „wizji lokalnej” znajdujemy organizmy lub ich ślady. Następnie, gdy już sprawdzimy, jakie gatunki roślin, zwierząt, grzybów żyją na danym terenie, wykorzystujemy „przyniesioną ze sobą” wiedzę naukową, aby ocenić, w jakim stanie są siedliska tych organizmów, jak działają powiązania między gatunkami, wreszcie – aby odczytać historię danego fragmentu przyrody i kierunek, w jakim mogą zachodzić dalsze przekształcenia. Inwentaryzacja przyrodnicza jest zatem czymś znacznie więcej niż „spisem z natury”. To raczej „szczegółowe uzasadnienie wniosku sądowego”.

W jaki sposób rozpoznajecie Państwo, czy dany obszar ma predyspozycje, aby zostać użytkiem ekologicznym?

Patrzymy na to, czy są tam cenne siedliska, rzadkie lub chronione gatunki oraz naturalne procesy, które warto zachować. Ważna jest też ciągłość ekologiczna – czy ten teren łączy się z innymi zielonymi przestrzeniami i pełni realną funkcję w krajobrazie. Jest jeszcze jeden ważny czynnik: użytek ekologiczny to nie rezerwat! Trzeba zrozumieć, jakiego rodzaju działań wymaga dany obszar dla wzmocnienia lub podtrzymania procesów, na których nam zależy, ocenić, czy zadanie jest w zasięgu możliwości gospodarza i wreszcie – czy oraz w jakim zakresie należy udostępnić chociaż fragment terenu ludziom dla rekreacji lub wypoczynku bez szkody dla tych procesów. Czynna ochrona, poprzez odpowiednie użytkowanie i publiczne udostępnienie przynajmniej części terenu, to cechy odróżniające użytek ekologiczny od rezerwatu przyrody.

Jak zrównoważyć potrzebę ochrony cennych przyrodniczo miejsc z oczekiwaniami mieszkańców, którzy chcieliby z nich korzystać rekreacyjnie?

Ta sprzeczność jest najczęściej pozorna. Gliwice to nie rezerwat ścisły w Puszczy Białowieskiej ani rozlewiska Rospudy – miejską przyrodę należy chronić DLA LUDZI, a nie PRZED LUŹMI.  Co do zasady miejsca cenne przyrodniczo to bardzo często te same miejsca, z których można korzystać rekreacyjnie. Najbardziej oczywistym przykładem jest Park Kultury i Wypoczynku przy ulicy Chorzowskiej, ale to samo dotyczy innych parków, łąk, alei, zbiorników wodnych i ich obrzeży, podmiejskich lasów, w tym np. Lasu Łabędzkiego, ale także planowanych użytków ekologicznych. Nawet – banalne z pozoru – miejskie skwery można urządzić z pożytkiem dla bioróżnorodności. Rzecz w tym, aby forma oraz intensywność rekreacji były dopasowane do potrzeb czynnej ochrony, a nawet kreowania walorów przyrodniczych. Miejsca najcenniejsze przyrodniczo, a zarazem społecznie to takie, które funkcjonują jako część przestrzeni publicznej lub przynajmniej jako dobre sąsiedztwo przestrzeni publicznej, kształtując jej mikroklimat i krajobraz. Jeśli chodzi o użytek ekologiczny, to kluczem jest dobre planowanie: część obszaru należy udostępnić – wytyczyć ścieżki, miejsca odpoczynku i pikników, tablice edukacyjne – a najbardziej wrażliwe miejsca objąć większą ochroną. W ten sposób mieszkańcy zyskują przestrzeń do wypoczynku, a przyroda zachowuje swoją integralność.

Jakie odkrycie najbardziej zaskoczyło Pana podczas prac terenowych w Gliwicach?

Trudno mówić o wielkich zaskoczeniach w sytuacji, gdy w jakimś stopniu teren i niektóre składowe jego przyrody były mi znane już wcześniej. Jeśli już coś mnie choć trochę zaskoczyło, to chyba zakres i dynamika niekorzystnych zjawisk wymagających zdecydowanej interwencji: od rozjeżdżania części terenu przez kierowców quadów, po – miejscami galopującą – ekspansję roślin inwazyjnych kosztem szuwarów i ziołorośli.

Czy w naszym mieście można zauważyć ślady tzw. dzikiej renaturyzacji – sytuacji, gdy przyroda sama odzyskuje teren po człowieku?

Przyroda próbuje odzyskać każdy zdewastowany „nieużytek”, tylko nie zawsze to dostrzegamy. Chyba najlepiej widzimy to, gdy zdewastowany teren jest rozległy i niegdyś „straszył” swoim wyglądem – np. dawne hałdy. Przykład: na zapleczu PEC-u Gliwice, w rejonie czterech zabytkowych mostów nad Bytomką, hałdę porasta wielogatunkowy drzewostan o składzie znacznie bogatszym niż ten wprowadzony tam wcześniej w drodze rekultywacji. Z kolei „ptasi raj” nad jeziorem Dzierżno powstał przecież dzięki temu, że przyroda zagospodarowała stare wyrobisko, silnie zanieczyszczone odpadami i ściekami przemysłowymi. Praktycznie wszystkie wyrobiska pocegielniane czy zapadliska górnicze, jeśli tylko wypełniły się wodą, szybko przekształciły się w enklawy dzikiej przyrody. Podobnie – koryto Bytomki na odcinku od ulicy Chorzowskiej i Królewskiej Tamy, niegdyś wybetonowane i wybrukowane, teraz porasta rodzimymi gatunkami drzew i krzewów, a teren w sąsiedztwie koryta został zajęty przez szuwary i wilgotne łąki.

Czyli renaturyzacja to raczej pozytywne zjawisko?

Renaturyzacja z samej definicji prowadzi do zwiększenia bogactwa gatunków i form życiowych roślin i zwierząt na danym terenie. Mówię to, gdyż istnieje odrębne zjawisko, które nie jest renaturyzacją ani w ogóle czymś pozytywnym. Mam na myśli opanowywanie terenu przez obce gatunki inwazyjne. Nie liczmy na spontaniczną przemianę porzuconego, zdrenowanego terenu porolnego w łąkę lub las, jeśli dominuje tam nawłoć kanadyjska. W odróżnieniu od renaturyzacji mamy tu do czynienia z zajęciem terenu przez jeden lub co najwyżej kilka gatunków roślin, a taki stan może się potem utrzymywać przez dziesięciolecia! Zgodne z duchem renaturyzacji (choć nie zawsze dzikiej) są natomiast wprowadzane w krajobrazie miasta tzw. Rozwiązania Oparte na Przyrodzie, na przykład mokradło na wody deszczowe, ogród deszczowy w gruncie, żywopłot retencyjny i inne. Jeśli chodzi o zagajnik czy zakrzewienie w postaci „samosiejek” z rodzimych gatunków, jest to w krajobrazie miasta rzecz cenna, zawsze zasługująca na podtrzymanie lub wzmocnienie. 

Jaką rolę pełnią takie małe enklawy przyrody w mieście w kontekście zmian klimatycznych?

Rozumiem, że nie mówimy o projektowanych dwóch użytkach ekologicznych – bo mają one łącznie ponad 100 ha, zatem są duże, a przy tym już teraz zielone – ale o małych enklawach śródmiejskich. Wszystko jedno, czy jest to miejsce zaprojektowane przez ludzi, czy efekt spontanicznej renaturyzacji – takie małe enklawy zawsze dostarczają korzyści. Jak duże są te korzyści – to już zależy od tego, w jaki sposób enklawę się utrzymuje i jak wiele funkcji równocześnie ona spełnia. W wymiarze adaptacji do zmian klimatu najważniejsze jest, łagodzenie efektu miejskiej letniej wyspy ciepła, retencjonowanie i wykorzystanie nadmiaru wody deszczowej oraz kreowanie miejsca przyjaznego ludziom. Inne ważne funkcje to zwiększenie bioróżnorodności, filtrowanie powietrza, odtwarzanie miejskich gleb oraz budowanie pozytywnego wizerunku miasta poprzez estetykę czy nawiązania do historii i symboliki. Jeśli w danej dzielnicy miasta brak jest miejsca na urządzenie nowego dużego parku, deficyt zieleni można złagodzić przez urządzenie większej liczby niewielkich enklaw.

Prowadziliście już Państwo podobne działania w innych miastach? Czy Gliwice wyróżniają się jakoś na ich tle?

Jeszcze nie planowaliśmy użytków ekologicznych, bo po prostu niewiele się ich urządza. Jeśli natomiast chodzi o inwentaryzacje przyrodnicze, to różne ich aspekty były w ostatnich latach przedmiotem wielu naszych działań, np. w Mikołowie, Łaziskach Górnych, Rudzie Śląskiej. Pomagamy także w projektowaniu lub urządzaniu terenów zieleni w miastach – poza już wymienionymi, zarówno w małych (jak Krzepice), średnich (jak Żory) czy dużych (jak Bielsko-Biała). Gliwice wyróżniają się tym, że jako jedno z niewielu miast naszego regionu mają dość dobre rozeznanie walorów dzikiej przyrody i zieleni urządzonej, udokumentowane w obszernym opracowaniu. Ten dokument był dobrym punktem startu dla prac, które właśnie prowadzimy w Łabędach.

Rozmawiała Monika Lipiec 

Widok z góry na Ujście Kłodnicy Widok z góry na Łąki nad Kłodnicą Cztery osoby z zespołu ŚOB: Katarzyna Ciwiś-Galej, Marta Cofała, Weronika Ratajska, Miłosz Morawski oraz społecznik-przyrodnik, Marek Kionka (LOP). Dąb na polanie Zadrzechnia Fioletowa, a na niej czarna pszczoła Drzewo przegryzione przez bobra Rzeka Kłodnica Dęby Dęby przy trzcinowisku obok ujścia rzeki Kłodnicy Ciek wodny przy polu Roślinność Rzeka Kłodnica Rzeka Kłodnica Ujście rzeki Kłodnicy